Osoby homoseksualne mają prawo do społecznego szacunku, ale nie mają prawa narzucać społeczeństwu iluzji, że związek homoseksualny jest małżeństwem i może zająć się „rodzeniem” i wychowaniem dzieci.
Wprowadzanie swego rodzaju „paramałżeństw” homoseksualnych, jakimi mogą być związki partnerskie między osobami tej samej płci, to początek niebezpiecznego eksperymentu na społeczeństwie. Ucierpią na nim przede wszystkim najsłabsi: dzieci i młodzież. One bowiem potrzebują jasnego przekazu społecznego: jaka jest rola mężczyzny i kobiety, czym jest małżeństwo i rodzina. Udawanie, że homoseksualiści mogą tworzyć związek analogiczny do związku małżeńskiego, jest zakłamywaniem prawa naturalnego.
 
Cywilizacyjny absurd
Definicja małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny nie odwołuje się najpierw do religii, objawienia i Biblii, ale do „ratio recta”, prawego rozumu, do prostej refleksji biologicznej i psychologicznej o człowieku. One mówią o tym, co to jest małżeństwo, płodność, ojcostwo i macierzyństwo. Związki homoseksualne nie są oczywiście żadną nowością. To fenomen stary jak cywilizacja ludzka. Absolutną „nowością” ostatnich dziesięcioleci jest natomiast cywilizacyjne udawanie, że związki te mogą stanowić alternatywę dla małżeństw rzeczywistych i mogą wychowywać dzieci. Wiele zachodnich społeczeństw doszło do cywilizacyjnego absurdu. Używając pojęcia „małżeństwo”, muszą dodawać, o jakie „małżeństwo” chodzi: homoseksualne czy też heteroseksualne.
Tego historia ludzkości nie pamięta. Więcej nawet. W społeczeństwach zachodnich środowiska gejowskie bardzo chętnie posługują się pojęciem „małżeństwo – mąż, żona”, podczas gdy wiele innych środowisk rezygnuje z używania tego pojęcia w stosunku do związku kobiety i mężczyzny. Autorzy większości książek psychologicznych o małżeństwie nie używają już pojęć: małżeństwo, mąż i żona, ale partnerstwo i partnerzy. W projekcie zaproponowanym przez Klub Platformy Obywatelskiej nie ma jeszcze mowy o adopcji dzieci. Ten projekt to tylko wstęp do pełnego procesu uznania homoseksualizmu jako alternatywy dla małżeństwa heteroseksualnego. Doświadczenia krajów zachodnich pokazują, a Polska idzie dokładnie ścieżką przez nie wytyczoną, że środowiska gejowskie swoje roszczenia rozkładają w czasie. Jak na razie społeczeństwo polskie nie byłoby w stanie zaakceptować oddawania dzieci gejom. Ale to może się zmienić, i to w krótkim czasie.
A wtedy przyjdzie kolej na dalsze żądania środowisk gejowskich. Społeczności zachodnie, gdzie funkcjonują już takie zapisy prawne, z czasem wpadają w swoistą spiralę prawną. Prawa par homoseksualnych do adopcji dzieci pociągają za sobą konieczność uchwalania kolejnych praw. Ostatnio czytałem, że w jednym z zachodnich krajów wysuwa się potrzebę ustanowienia praw, które chroniłyby dzieci wychowywane przez gejów, ponieważ są one nękane przez rówieśników. Najpierw krzywdzi się dzieci, oddając je na wychowanie homoseksualistom, a potem ustala się prawo, które miałoby je chronić. Są to brutalne eksperymenty robione kosztem najsłabszych.
 
Co z prawami dziecka?
Ludzie „ratio recta” winni głośno pytać, dlaczego prawa homoseksualistów do „satysfakcji” z bycia rodzicami, choć nimi nie są, są ważniejsze od prawa dziecka do posiadania ojca i matki? Ponieważ papier wszystko przyjmie, można uchwalić wszystko, jeżeli ma się większość w parlamencie. Ale to nie parlamenty decydują o tym, kto rodzi dzieci oraz jakiej płci ma być matka, a jakiej ojciec. Dla rozwoju dziecka, dla jego tożsamości psychoseksualnej, ważne jest odniesienie do matki jako kobiety i do ojca jako mężczyzny. Tego nie zastąpi dwóch „ojców”, nie zastąpią dwie „matki”. Nie może być przecież tak, że jeden mężczyzna będzie udawał mamę, a w związkach lesbijskich jedna kobieta będzie udawała tatę. Przypominał o tym bł. Jan Paweł II, który w reakcji na wezwania Parlamentu Europejskiego, by kraje Unii tworzyły prawo „przyjazne” homoseksualistom, powiedział najprościej, jak mógł, że „dziecko potrzebuje mamy i taty, nie dwóch mam lub dwóch tatusiów”. Gdyby w Polsce zostało uchwalone prawo o związkach partnerskich, środowiska gejowskie i wspierający je politycy natychmiast będą domagać się zrewolucjonizowania wychowania do życia w rodzinie, jakie proponuje obecnie szkoła. Tego możemy być pewni, ponieważ takie próby już były w polskich szkołach.
Recenzowałem dla MEN zaakceptowany uprzednio podręcznik do gimnazjum, w którym małżeństwa homoseksualne były prezentowane w sposób jawny jako paralelne wobec małżeństw heteroseksualnych. Dla porównania wystarczy powiedzieć, że pojęcia odnoszące się do homoseksualizmu: homoseksualista, gej, lesbijka (odmieniane przez wszystkie przypadki) zostały użyte ponad 100 razy, podczas gdy takie kluczowe słowa dla dzieci i młodzieży jak: matka, ojciec, przyjaciel – jedynie po około 20 razy. Podręcznik ten to propozycja całkowitej rewolucji moralnej, społecznej i cywilizacyjnej w kwestii małżeństwa, rodziny i wychowania dzieci. Autorzy podręcznika w informacji o najpełniej realizowanej funkcji życia seksualnego w stałym związku małżeńskim przymiotnik „małżeński” biorą w nawias, podczas gdy przy omawianiu związku homoseksualnego takiego zabiegu nie czynią. Cały podręcznik został napisany pod kątem promocji homoseksualizmu wśród młodzieży. Autorzy piszą między innymi: „Heteroseksualizm jest normą statystyczną; do tej kategorii należy większość ludzi. Czy jednak wynika z tego, że jest on »normalny« w sensie psychologicznym czy osobistym, lub też, że homoseksualizm jest »anormalny«?”.
Stwierdzenia takie, podpierające się prymitywnie rozumianym socjologizmem, są brutalnym kłamstwem, i to zarówno z punktu widzenia prostej obserwacji, jak i, tym bardziej, głębszej filozofii i religii. Heteroseksualizm nie jest „normą statystyczną”, ale normą prawa naturalnego, która wynika z fizjologii oraz psychologii. Podręcznik  został ostatecznie odrzucony przez MEN, ale tylko dlatego, że takie ujęcie zagadnienia jest niezgodne z polskim prawem. Dla człowieka wchodzącego w okres dojrzewania, gdy jego tożsamość psychoseksualna dopiero się kształtuje, prezentowanie homoseksualizmu jako alternatywy wobec heteroseksualizmu może stanowić duże zagrożenie. Wielu młodych ludzi, labilnych emocjonalnie, a niekiedy także wykorzystanych homoseksualnie w dzieciństwie lub w okresie dorastania, musi zmagać się, by punktem odniesienia dla ich ludzkiej miłości była osoba odmiennej płci. Robienie wrażenia, że to wszystko jedno, kto jest twoim „partnerem w miłości”, jest mieszaniem młodym ludziom w głowach i wyrządzaniem im głębokiej krzywdy.
 
W razie potrzeby pójdziemy do więzień
Prawo, o którym mowa, jest robione na zamówienie działaczy gejowskich i nadgorliwych polityków, a nie ze względu na rzeczywiste potrzeby społeczne. Gdy wielu polityków czuje się totalnie bezradnych wobec prawdziwych potrzeb ludzkich wymagających pilnego rozwiązania, zajmowanie się kontrowersyjnymi prawami, które będą psuły małżeństwo i rodzinę, jest dość wygodnym rozwiązaniem. Domaganie się, aby pary homoseksualne stawały na ślubnym kobiercu obok par heteroseksualnych, jest swoistym urąganiem rozumowi ludzkiemu. Na dłuższą metę propozycja cywilizacji, w której homoseksualizm jest alternatywą dla heteroseksualizmu, nie ma szans.
Tylko miłość kobiety i mężczyzny stanowi o ludzkim szczęściu, ponieważ tylko ona staje się źródłem nowego życia i zapewnia przyszłość ludzkości. Jak minęła na świecie komunistyczna utopia, że można przemocą odebrać człowiekowi prawo do własności prywatnej i wiary w Boga i tak uczynić szczęśliwą ludzkość, tak też przyjdzie czas, że do przeszłości należeć będzie także utopia homoseksualna, iż pary homoseksualne mogą być alternatywą dla małżeństwa. Małżeństwo było, jest i pozostanie jedno, ponieważ o tym decyduje biologia człowieka, stworzonego na obraz Boga jako mężczyzna i kobieta, a nie parlamenty.
A gdyby rządy totalitarne w nowoczesnym stylu chciały stosować przemoc, by zmusić nas do „wiary w homoseksualizm”, będziemy ją znosić z pokorą, pójdziemy do więzień – a w razie potrzeby i na śmierć, jak od tysiącleci czynili chrześcijanie, ale prawego myślenia o człowieku się nie wyrzekniemy. Osoby homoseksualne mają pełne prawo do życia prywatnego, poszanowania dla ich personalnych wyborów oraz społecznego szacunku, ale nie mają prawa tworzyć iluzji społecznej i narzucać całemu społeczeństwu, że związek homoseksualny jest małżeństwem i może zająć się „rodzeniem” dzieci i wychowaniem ich.

o. Józef Augustyn

Fot. www.pixabay.com/kheinz46