Rodzic ma do zagrania pierwszoplanową rolę. Także wtedy, gdy trzeba wprowadzić dziecko w świat miłości i seksualności. Jak zrobić to dobrze i bez stresu? Opowiada dr Marek Babik, autor książki "Tato! Gdzie ja mam te plemniki?".
 Jaka jest geneza książki „Tato! Gdzie ja mam te plemniki?”? Czy chwytliwy tytuł jest przypadkiem, czy może usłyszał Pan takie pytanie z ust dziecka?

– Tak, oczywiście, usłyszałem takie pytanie, natomiast początków tej książki trzeba szukać przynajmniej dziesięć lat wstecz. Wtedy zacząłem się interesować seksualnością dzieci i sposobami rozmawiania z nimi na „te” tematy. Zacząłem prowadzić dla rodziców warsztaty, podczas których wymieniali swoje doświadczenia. To moja autorska metoda.
 
Co ważne dla rodziców, to fakt, że książka nie jest ona oderwana od rzeczywistości. Podpowiada, jak reagować na konkretne dziecięce pytania.
– W tekście bazuję na tych historiach, które sam usłyszałem oraz na pytaniach, które usłyszeli rodzice biorący udział w warsztatach i zechcieli się nimi podzielić. Przytaczam je, opisuję reakcje rodziców i sposób, w jaki odpowiedzieli. Trzeba jednak pamiętać, że praca z dzieckiem ma charakter indywidualny, nie ma dwóch takich samych „pytalskich”. To rodzic w musi zadecydować, jaką formę komunikacji (słowa, atmosfera podczas rozmowy) wybierze.
 
Kwestia fundamentalna dla wielu rodziców: czy to mama lub tata powinni inicjować rozmowy o seksualności, czy raczej czekać, aż dziecko samo zapyta?
 
– Optymalnie jest, gdy dziecko samo zaczyna stawiać pytania i wówczas zaczynamy z nim rozmowę. Natomiast część rodziców zgłasza sytuacje, w których siedmio– czy dziewięciolatek nie zadaje żadnych pytań. Wtedy zachęcam ich, aby wyszli z inicjatywą. Należy jednak unikać sztucznego zadęcia: „Słuchaj, mam ci coś super ważnego do powiedzenia... ”, tylko wykorzystując naturalne sytuacje, zwyczajnie zagadnąć. Na przykład kiedy widzimy kobietę w ciąży, można powiedzieć: „Popatrz, ta pani będzie miała dzidziusia”. Dziecko zapyta: „A skąd? Jak? Dlaczego?” i rozmowa już się zaczęła. Jest naprawdę wiele okazji, żeby zrobić pierwszy krok, choćby podczas wspólnego oglądania telewizji czy filmu.
 
Niektórzy krępują się rozmawiać o seksualności w gronie osób dorosłych, a co dopiero dyskutować o tym z dzieckiem… Ja sam mam wrażenie, że po przeczytaniu tej książki jestem mocniejszy. To znaczy nie boję się pytań, które moje dzieci prawdopodobnie kiedyś mi zadadzą.
– Pisząc miałem taki cel: żeby rodzice po przeczytaniu nabrali odwagi i postarali się przełamać narzucane nam przez kulturę tabu, które „uaktywnia się” podczas mówienia o seksualności. Podzielę się moją obserwacją, sądzę, że trafną. Seks jest takim tematem, którego nie da się omawiać w oderwaniu od siebie. Seks to nie jest równanie matematyczne, które ktokolwiek może rozwiązać na tablicy i nie jest ważne, co w tym momencie przeżywa, jakie ma poglądy, system wartości. Kiedy mówimy o seksie, to zawsze jest to związane z naszym osobistym doświadczeniem – to po pierwsze. A po drugie – gdy mówię o seksie, to nie tylko ja wracam myślami do swoich doświadczeń i emocji, ale także ci, którzy mnie słuchają. Treści, które do nich docierają, filtrują przez własne przeżycia. To tak ważna dziedzina naszego życia, że nie jesteśmy w stanie się z tego „wyłączyć”. Stąd się biorą nasze opory, skrępowanie. Jeśli mamy przykre doświadczenia w „tych sprawach”, trudno nam rozmawiać o seksualności z dziećmi czy kimkolwiek innym.
 
Często na kartach książki, „Tato! Gdzie ja mam te plemniki?” powtarza Pan, by odpowiadając na pytanie dziecka, formułować krótką i zwięzłą odpowiedź. Nawet wtedy, gdy dana kwestia jest dla rodzica szczególnie drażliwa, trudna. Po prostu kawa na ławę. Czy nie byłoby lepiej bardziej opisowo, bez konkretów?
 
– Ja posługuję się prostym schematem. Kiedy dziecko zadaje pytanie, proszę, aby rodzic udzielił mu prawdziwej odpowiedzi. To jest ważne – nigdy nie można kłamać. Odpowiadamy, oprócz tego, że zgodnie z prawdą, to jeszcze możliwie jak najkrócej. I czekamy na rozwój sytuacji. Jeżeli dziecko będzie zainteresowane, zada kolejne pytanie, a być może wróci do rozmowy za jakiś czas, kiedy do niej dojrzeje.
Często się zdarza, że dziecko pyta o prostą rzecz, a rodzic w swoim lęku i plątaninie rozmaitych zahamowań, zaczyna mu wyjaśniać wszystkie detale, używając „fachowego” słownictwa. Zupełnie niepotrzebnie. Ale pamiętajmy, że odpowiadając zwięźle nie chodzi o to, by zakończyć dyskusję, zanim się jeszcze rozpoczęła. Część rodziców biorących udział w warsztatach, gdy otrzymuje pytanie, zaczyna kombinować – jakby tu odpowiedzieć, żeby dziecko dalej nie pytało…? To błąd. Dziecko powinno otrzymać informację, ale też pewność, że może zwrócić się do mamy albo taty z kolejną nurtującą je kwestią.
 
I tak też jest z fundamentalnym pytaniem „Skąd się biorą dzieci?”.
 
Dzieci się rodzą. Prosta odpowiedź. Opowiem historię z naszego domu. Dialog z córką:
– Skąd ja się wzięłam?
– Ty się urodziłaś.
– A kto mnie urodził?
– Mama cię urodziła.
– A braci urodził tata?
Dziecięca logika jest niezwykła. Córka była bardzo zawiedziona, że w tej kwestii nie ma parytetów… (śmiech)
 
Po książkę warto sięgnąć z jeszcze jednego powodu. Pisze Pan o dziecięcych zachowaniach na tle seksualnym.
– Tak. Na warsztatach bardzo łatwo można zaobserwować pewną prawidłowość. Rodzice dość chętnie mówią o pytaniach swoich dzieci, o tym, że próbowali z nim rozmawiać, że ich to krępowało, że czasem się wycofywali. Natomiast znakomita większość chciała i próbowała przemilczeć, że obserwuje u swoich pociech zachowania o charakterze seksualnym budzące ich niepokój. A to po prostu biologia. Dziecko nie przeżywa sfery seksualnej tak jak osoba dorosła. Czyli nie dąży do rozładowania napięcia, bo jego nie ma. Stąd też wszystkie dziecięce zachowania mające charakter seksualny, nie mogą być interpretowane tak samo, jak zachowania dorosłych. W książce daję cały szereg przykładów: ekshibicjonizm dziecięcy, podglądactwo, masturbacja dziecięca, zabawy erotyczne, sztuka erotyczna, erekcja, zakochanie. Pokazuję, skąd się one biorą, jakie jest ich źródło. Podpowiadam też rodzicom, jak reagować. Na przykład dziecko rozebrało się i biega nago po pokoju. Dobrą metodą jest każdorazowe odpowiadanie sobie na pytanie, jakie zasady łamie swoim zachowaniem. W tym przypadku rodzicielska interwencja jest potrzebna wtedy, gdy akurat odwiedzili nas goście albo gdy dziecko wpadło na pomysł biegania na golasa po sklepie.
Pamiętajmy, że dziecko nie przeżywa wstydu. Gdy mamy tę świadomość, poziom rodzicielskich lęków spada.
 
Sądzę, że w każdym przypadku lepiej, żeby o sprawach seksualności dziecko dowiadywało się od rodziców a nie z ulicy. Szczególnie teraz, gdy tą ulicą stał się internet.
 
– Zdecydowanie tak. Rodzic ma do zagrania pierwszoplanową rolę. Ponadto wprowadzanie tych treści do nauczania przedszkolnego czy wczesnoszkolnego jest obarczone dość dużym ryzykiem. Ostatnio dużo się mówi o edukacji seksualnej. W takich dyskusjach zawsze pytam, gdzie przebiega granica między molestowaniem a wychowaniem. Czyli czy zbyt wczesna edukacja nie skrzywdzi? Dlatego uważam, że bezpieczniej jest pozostawić tę kwestię rodzicom. Nauczyciele i seksuolodzy powinni ich wspierać, ale nie zastępować czy wyręczać w rozmowach z dziećmi.
 
Wspomina Pan, że zanim pojawiło się sformułowanie „zły dotyk”, Pan i Pańska żona wymyślili określenie „niepotrzebny dotyk”. Jak uwrażliwić dziecko na problem molestowania seksualnego?
 
– Należy je nauczyć, jaka jest różnica między dotykiem potrzebnym a niepotrzebnym. Używaliśmy tych terminów w wychowaniu naszych dzieci i sprawdziły się. Od wczesnych lat mówiliśmy im, gdzie i kto może je dotykać. Pokazywaliśmy, że mają prawo do przestrzeni osobistych doświadczeń, także jeśli chodzi o ich ciało. Tłumaczyliśmy, że nawet mama i tata nie zawsze powinni je dotykać.
Uczyliśmy dzieci pełnej samodzielności w rożnych czynnościach higienicznych od najwcześniejszych chwil, kiedy potrafiły się umyć. Reagowaliśmy tylko wtedy, gdy prosiły o pomoc. Pozostawienie dziecka samego, pozwolenie mu na samodzielność to wyposażenie go w bardzo ważne środki ochronne.

Zapraszamy na stronę poświęconą książce "Tato! Gdzie ja mam te plemniki?". Kliknij TUTAJ.
Książkę można kupić TUTAJ.
 
fot. www.pixabay.com/PublicDomainPicture