Męskiej przygody nie da się przeżyć w sterylnych warunkach, za to doskonale nadają się do niej kajak, menażka i namiot. Z Przemysławem Lewińskim, członkiem Akademickiego Stowarzyszenia Turystycznego „Przystań” i tatą Dawida i Bartka, rozmawia Marcin Nowak.
Stowarzyszenie „Przystań”, w którym Pan działa, ma nietypową alternatywę dla luksusowych wczasów w nadmorskich kurortach – tata, syn i kajak. Skąd taki pomysł?
– Zauważyliśmy, ze ojcowie spędzają ze swoimi synami bardzo mało czasu, a jest to niezbędne, żeby mogli wyrosnąć na szczęśliwych i pewnych siebie mężczyzn. Postanowiliśmy odpowiedzieć na tę potrzebę i stworzyć okazję, żeby tata i syn mieli dla siebie cały tydzień. Bardzo osobiście zrozumiałem to wtedy, kiedy sam zostałem ojcem Dawida. Choć był jeszcze zbyt mały, żeby zabrać go do kajaka, zadzwoniłem do znajomych i bardzo szybko zebrała się ekipa 20 załóg ojciec–syn. Obecnie wakacje z „Przystanią” spędza kilkaset takich załóg.
 
W czym takie wakacje są lepsze od pobytu w apartamencie nad ciepłym morzem?
– Podczas wyprawy kajakowej ojciec jest tylko dla syna. Spędza z nim cały dzień. Rozmawiają w kajaku i na lądzie, wspólnie rozbijają namiot i biorą udział w konkursach. Poza tym tatusiowie obserwują innych ojców, podglądają, jak oni spełniają się w tej roli. Co więcej, zapraszamy na spływy gości, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia. Na przykład dwa lata temu gościł u nas autor książek Robert Kościuszko. W ciągu tygodniowego wyjazdu planujemy także trzy półgodzinne rozważania i jedną 45-minutową konferencję w gronie w innych ojców. Wszystko po to, aby wychować synów na odważnych mężczyzn, którzy nie będą się bali walczyć o swoje marzenia i ideały. Tego nie ma na żadnych luksusowych wczasach.
 
Co to za rozważania?
– Na przykład na tematy związane z wiarą i chrześcijańskim systemem wartości. Nasze spływy to nie tylko frajda z pływania kajakiem. Zależy nam na tym, by pomóc ojcom dotrzeć do ich dzieci, pokazać im swoją postawą, że są dla nich ważne, a nawet najważniejsze na świecie. Żeby syn chciał naśladować swojego ojca i przyjąć jako swoje zasady, którymi ten żyje, muszą mieć ze sobą bardzo dobrą relację. Odnosi się to szczególnie do wiary, religii. Syn nie będzie chciał słuchać ojca, który nie jest jego przyjacielem. Spływ kajakowy to dobry wstęp do zbudowania takiej przyjaźni. Dziecko dostaje komunikat: „Zależy mi na tobie tak bardzo, że chcę poświęcić cały tydzień, żeby być tylko z tobą i ciebie poznać”. To najpiękniejsze, co może usłyszeć dorastający nastolatek.
 
Świadectwa zamieszczone na Waszej stronie internetowej potwierdzają tę teorię.
– Tak. Jeden syn napisał: „Jeszcze nigdy nie przeżyłem z ojcem całego tygodnia”. Inny: „Zacząłem bardziej doceniać ojca”. Przemawia także proste stwierdzenie: „Tata w ciągu roku dużo pracuje, a tu było wiele okazji, by porozmawiać, poczytać i pobyć razem.” Po zakończonym spływie chłopcy wracają do domu z jeszcze jednym istotnym wnioskiem – że mogą liczyć na swoich ojców.
Warto też poczytać komentarze tatusiów. „Widzę zaufanie w oczach syna i ogromną miłość.” „Wspaniała przygoda dla facetów.” „Staliśmy się przyjaciółmi.”
 
Co jeszcze, oprócz wspólnego spędzania czasu, jest atrakcją dla uczestników spływów?
– Chociażby nauka rozkładania namiotu czy zapoznanie z kajakowym osprzętem. Ale oprócz spływów kajakowych „Przystań” organizuje też wyprawy żeglarskie, wędkarskie i survivalowe. Podczas każdej z nich na uczestników czekają męskie wyzwania.
 
Czy córki nie czują się pokrzywdzone?
– Nie, ponieważ zapraszamy też na wyprawy ojców z córkami lub dziećmi. Byłem zaskoczony, jak dzielnie radzą sobie w kajaku dziewczynki.

Macie ciekawe motto…

– A nawet dwa. Pierwsze pół–żartem, pół–serio: „Syn jest czysty albo szczęśliwy”. To nawiązanie wprost do męskich przygód, których nie da się przeżyć w sterylnych warunkach, za to natura jest dla nich idealna. I drugie, już poważniejsze: „Przystań i pomyśl, o co walczysz”.

Dziękuję za rozmowę.
 
Zachęcamy do odwiedzenia strony „Przystani”. Są jeszcze wolne miejsca na niektóre wakacyjne wyprawy.