Tolerancja nie oznacza, że należy gejów obdarzać przywilejami.
W Polsce mamy potężny kryzys demograficzny, który – jeśli nic się nie zmieni – spowoduje bardzo poważne trudności ekonomiczno-społeczne. Wśród 222 krajów świata zajmujemy 13. miejsce od końca na poziomie dzietności. Ale o tym, aby politycy pracowali nad sensowną, długofalową polityką prorodzinną, która wspierałaby młode, mające dzieci małżeństwa, nic nie słychać.
 
Oczywiście wiem, że lęk lub niechęć wielu młodych do zawierania stałych związków i wychowywania dzieci to sprawa złożona, której politycy nie załatwią jakąś ustawą o becikowym. Tym niemniej państwo ma w tym względzie swoje zadania do wykonania. Ale ich nie wykonuje. Słyszymy natomiast, że Klub PO złożył projekt ustawy, zgodnie z którą związek partnerski jako związek tworzony przez dwoje – niezależnie od płci – partnerów może być zawarty przed notariuszem lub kierownikiem urzędu stanu cywilnego i ma być otoczony różnymi przywilejami. Za taką ustawą lobbowały głównie środowiska homoseksualne, które traktują ją jako ważny krok w całkowitym prawnym zrównaniu par homoseksualnych z tym, co od tysięcy lat nazywano małżeństwem.
 
Taka jest bowiem strategia i taktyka seksualno-kulturowej rewolucji, która od prawie pół wieku niszczy naszą cywilizację. W jej dalekosiężnej perspektywie normą miałoby być na przykład to, że dwóch gejów przez metodę in vitro i wypożyczenie kobiety do urodzenia dziecka funduje sobie radośnie dziecko. A wszelka krytyka takich praktyk byłaby karana jako dyskryminacja lub tzw. mowa nienawiści.??
 
Osobą wyróżniającą się wspieraniem progejowskiej ideologii jest pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-?Rajewicz, która ostatnio wykazuje wielką troskę o los homoseksualnych uczniów w polskiej szkole. Edukacja, skutecznie rozkładana kolejnymi reformami, boryka się z wieloma problemami, ale pani pełnomocnik zwróciła szczególną uwagę na jakieś badania Kampanii Przeciw Homofobii (instytucji od lat promującej homoseksualizm), z których wynika, że w szkole często dochodzi do przemocy słownej związanej z homofobią. Wstrząśnięta tym „bardzo ważnym” problemem polskiego szkolnictwa Kozłowska-Rajewicz proponuje szkołom nawiązanie współpracy z organizacjami, które mają bardzo duże doświadczenie w dziedzinie edukacji antydyskryminacyjnej i wiedzy o seksualności człowieka. W praktyce oznacza to po prostu wprowadzenie do szkół aktywistów homoseksualnych z takich organizacji jak właśnie Kampania Przeciw Homofobii. Cóż to mogłoby oznaczać, możemy zobaczyć na przykładzie innych państw. ??W Anglii rząd chce zmienić definicję małżeństwa, tak aby wyplenić przekonanie, że małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety. Taka zmiana oznacza, że np. nauczycielom, którzy nie zechcą opierać swych lekcji na nowej „homoseksualnej” definicji małżeństwa, grozić będzie zwolnienie z pracy.
 
Wszystkim zostaną narzucone podręczniki promujące śluby gejowskie i lesbijskie. Rodzice nie będą mieli w całej sprawie wiele do powiedzenia i zostaną zmuszeni do zgadzania się, aby ich dzieci poddawano indoktrynacji homoseksualnej. Starszy adwokat królewski, Aidan O’Neill podaje hipotetyczny przykład chrześcijańskiego nauczyciela, który będzie zmuszony omówić z dziećmi bajkę i na jej podstawie przygotować szkolne przedstawienie o księciu „zawierającym małżeństwo” z jakimś rycerzem.
 
Niestety, takie wizje mogą stać się rzeczywistością również w Polsce. Chyba że… większość wyborców powie jasno, iż jest przeciwna tego rodzaju eksperymentom. Ale czy powie?
 
??Biskup Stanisław Stefanek, wieloletni przewodniczący Rady ds. Rodziny Episkopatu Polski, uważa, że projekt ustawy o związkach partnerskich świadczy o tym, iż PO pod rządami Donalda Tuska „wykonuje ogólnoświatowe dyrektywy i ubiera je w bardzo modne hasła, iż na tym polega postęp i wolność”. Biskup stwierdza jednocześnie, że spora część naszego społeczeństwa dosyć łatwo ulega tego rodzaju ideologii, ponieważ sama niekoniecznie męczy głowę myśleniem, tylko przyjmuje gotowe, narzucone sobie schematy jako obowiązujące ponoć w „nowoczesnym” świecie. ??
 
To, że dwóch panów chce dzielić wspólne mieszkanie i łoże, powinno pozostać ich prywatną sprawą. Państwo nie ma żadnego interesu w tym, aby takie związki w jakikolwiek sposób sankcjonować i nadawać im różne, m.in. finansowe przywileje. Tolerancja i poszanowanie każdej osoby jako osoby wcale nie oznacza, że społeczeństwo ma robić gejom dobrze i obdarzać ich przywilejami. Takie sprawy jak wspólnota majątkowa, dziedziczenie czy też możliwość towarzyszenia choremu w szpitalu, można załatwić przy już obowiązującym porządku prawnym. Nie potrzeba do tego tworzenia przez państwo prawa o jakichś paramałżeństwach. Państwo, rząd, politycy niech się lepiej zatroszczą, przez dobre ustawy, o małżeństwa z dziećmi.

ks. Dariusz Kowalczyk jezuita, wykładowca teologii na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie

Fot. www.pixabay.com/geralt
Źródło: Gość Niedzielny nr 38/2012