Nadrzędnym celem inicjatywy "Twoje Dziecko - Wielka Sprawa" jest przypomnienie, że to rodzice są najważniejszymi przewodnikami dla swych dzieci - że one na nich patrzą i czekają, by tata i mama nauczyli ich, co to znaczy kochać i być kochanym, jak wybierać to, co pomaga osiągać szczęście swoje i innych ludzi. Z Michałem Michalskim, prezesem Stowarzyszania Rodzin Katolickich Archidiecezji Poznańskiej, rozmawia Magdalena Guziak-Nowak.
Jest Pan "twarzą" poznańskiej inicjatywy "Twoje Dziecko - Wielka Sprawa". Do tej pory zorganizowali Państwo blisko 100 prelekcji w parafiach i dużą konferencję na poznańskim stadionie. Mówicie o zagrożeniach, które czyhają na dzieci. Co jest Waszym nadrzędnym celem?
– Nasza inicjatywa "Twoje Dziecko – Wielka Sprawa", w której mam przyjemność brać udział to przede wszystkim odruch serca wielu ludzi, którzy wiedzą, że jako rodzice i dorośli przede wszystkim jesteśmy odpowiedzialni za to, jak będą mogły żyć i rozwijać się nasze dzieci. Nadrzędnym celem inicjatywy jest przypomnienie, a może czasem ukazanie, że to rodzice są najważniejszymi przewodnikami dla swych dzieci - że one na nich patrzą i czekają, by tata i mama nauczyli ich, co to znaczy kochać i być kochanym, jak wybierać to, co pomaga osiągać szczęście swoje i innych ludzi. Chodzi tu więc także o ukazanie, tego, że w planie Bożym bycie rodzicem to z jednej strony wielki przywilej towarzyszenia swym dzieciom we wkraczaniu w życie, a z drugiej ogromna odpowiedzialność za szczęście tych, dla których jest się najważniejszym opiekunem, nauczycielem i strażnikiem. Przy tej okazji zwracamy uwagę na to, co może rodzicom dziś utrudniać wypełnienie tej misji oraz nad czym warto się zastanowić. Podczas prelekcji podawane są więc te istotne informacje, które mogą być pomocne w podejmowaniu dobrych decyzji dla swych rodzin. Dodam, że jako ojciec widzę na tym polu kluczową rolę mężczyzn – właśnie jako mężów i ojców – w podjęciu tego zadania, by swą rodzinę mądrze poprowadzić i bezpiecznie przeprowadzić przez życie. Oczywiście, bardzo potrzebne jest tu wsparcie żon i mam – ich mądrość i wyczucie. Tak naprawdę jako rodzice najlepiej jesteśmy w stanie wypełnić swą rolę tylko razem. Natomiast pod względem odpowiedzialności myślę jednak, że to mężczyzna zostanie zapytany pierwszy o to, co zrobił, co z siebie dał…   
 
Ja jestem mamą i z niepokojem patrzę na postępującą seksualizację, na prawo, które zmienia się na coraz bardziej antyrodzinne, na szkołę, do której przemyca się wrogie ideologie. Ale niepokoi mnie także postawa niektórych rodziców, którzy pytają z niedowierzaniem: "A co ja mogę...?". Państwo przekonujecie, że "Jego [dziecka] szczęście w twoich rękach". Zatem co może rodzic?
– Rodzic może zawsze najwięcej – bo może kochać. Jesteśmy wobec naszych dzieci zawsze na pozycji uprzywilejowanej – oczywiście jeśli nie roztrwonimy na własne życzenie tego ogromnego kredytu zaufania. Także badania, które pokazujemy na prelekcjach wskazują, że dzieci naprawdę liczą na mamę i tatę – że to właśnie oni powiedzą o najważniejszych rzeczach, pokażą jaką drogą warto iść przez życie. I warto tu pamiętać, że dzieci najbardziej wierzą temu, co robimy, podczas gdy to, co mówimy nie ma aż takiego wpływu. Oczywiście mamy mówić, radzić, ale najpierw to pokazać samemu.
Zwraca Pani uwagę na to, co niepokojącego dzieje się w różnych sferach. Tak, należy to dostrzegać. W tym, co staramy się powiedzieć naszą inicjatywą, jest zasadnicze przesłanie, że tak naprawdę chronić nasze rodziny powinniśmy zaczynać właśnie w domu, stając na wysokości zadania właśnie jako pierwsi przewodnicy i wychowawcy naszych dzieci. Czyniąc nas rodzicami, Pan Bóg postawił nas przy naszych dzieciach, by dawać im przykład, wspierać i prowadzić. Jeśli tam nas zabraknie – na tym życiowym posterunku – to wszelkie akcje, protesty, ulotki, książki, które oczywiście nierzadko mają pozytywny wydźwięk, będą niewystarczające.  
Gdy chodzi o instytucje, urzędy, czy media to nie są one w stanie dać dzieciom tego, co najważniejsze, czyli miłości. A to może dać rodzic! Oczywiście, wspomniane sfery mogą dać różne dobre rzeczy, pod warunkiem, że posługują się nimi ludzie, którzy chcą dobra tych, dla których działają. Obecnie wydaje się jednak, że można w tym względzie mieć sporo powodów do obaw. Tym bardziej jest to impuls do tego, by z jednej strony rozeznawać, a z drugiej angażować się tam, gdzie żyjemy, pracujemy, działamy. Warto dzielić się wiedzą, szukać sprzymierzeńców w dobrym i wspierać tych, którzy może dostali mniej darów i łask. Niezmiernie istotne jest tu także to, by rodzic był w najważniejszych kwestiach i rozmowach zawsze przynajmniej pięć minut ‘przed’ szkołą, internetem, rówieśnikami, itp.
Jeśli chodzi o prawo, szkoły, czy media, to są one tworzone przez ludzi. Za pięć, dziesięć, piętnaście lat ci, którzy dziś są dziećmi, młodzieżą, będą wchodzić w życie społeczne, podejmować różną aktywność zawodową, może działalność publiczną. Jeśli wyjdą oni z domów z żywym doświadczeniem miłości, wiary, solidarności i troski, to będą wnosić te wartości do instytucji, przepisów, mediów. Oczywiście, zawsze ważne jest, by troszczyć się o dobre prawo, ale ono wtedy tak naprawdę ma moc, gdy społeczeństwo tworzą ludzie, którzy są nie tylko przekonani, że warto tak żyć, ale tak po prostu żyją. Dlatego kluczowe jest to, co dziecku pokażemy swoim przykładem.
 
Jakie macie Państwo plany na przyszłość?
– Najkrócej mówiąc, to planujemy rozeznawać. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy tylko sługami nieużytecznymi. Przynajmniej ja tak widzę siebie. Widzimy, że nikt z nas tak do końca tej inicjatywy nie zaplanował, ani nie zaprojektował... Pojawiła się inspiracja, zaproszenie i pomoc ze strony ludzi, którym tak samo zależy na tych kwestiach i wzięliśmy się do pracy. Staramy się więc być otwarci na kolejne działania, ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że o własnych siłach nic nie możemy. Od początku inicjatywa rodziła się w kruchości, przychodzili i dołączali się ludzie, odzew był dla nas często nadspodziewany. Chodzi nie tylko o wolontariuszy, którzy dawali swój czas, talenty, doświadczenie, a nierzadko i odwagę, by wychodzić przed publikę po raz pierwszy… Ludzie, którzy dysponowali jakimiś pieniędzmi, możliwościami zgłaszali się i okazywało się, że starczyło pieniędzy na wydruk materiałów,  na zorganizowanie dużej konferencji. Czuliśmy też wielką pomoc i opiekę poprzez modlitwę, wielu osób, także zakonów, o co od początku prosiliśmy. 
Prowadzenie tej inicjatywy jest na swój sposób posługą, której zleceniodawcą jest Duch Święty, a administratorem wspólnota Kościoła. Tak to widzę. Nam więc pozostaje czekać na kolejne natchnienia i próbować im sprostać.
 
W "Twoje dziecko - wielką sprawę" włączyło się wiele ruchów i stowarzyszeń. Czy potwierdza się przekonanie, że razem można więcej?
– Bez wątpienia! Działania tych ostatnich miesięcy to rzeczywiście doświadczenie jedności w różnorodności. Począwszy od zespołu koordynującego, aż po wolontariuszy – pochodzimy z przeróżnych ruchów, stowarzyszeń i grup w Kościele. Sam miałem takie chwile, gdy nie obejmowałem już całości, nie widziałem możliwości, jak to spiąć, zharmonizować. I wtedy, gdy czułem, że moje możliwości i umiejętności się kończą, otwierałem oczy ze zdumienia, gdy widziałem, jak inne osoby z naszego zespołu czują się jak ryba w wodzie w sprawach, w których ja już nie widziałem wyjścia. To była czysta przyjemność patrzeć, jak ludzie często bardzo od siebie różni i obdarzeni różnymi talentami odgrywają swoją „partię” w taki sposób, że nikt inny by tego lepiej nie zrobił.
 
Czy można do Was dołączyć? Jeśli tak, to na co mogą się przydać ręce chętne do pracy?
– Otrzymaliśmy w ostatnim czasie dużo sygnałów potwierdzających, że to, co próbujemy robić, jest ważne i dobre. Ostatnio dzieliliśmy się naszym doświadczeniem z innymi środowiskami w Polsce, które dostrzegły coś wartościowego w naszej inicjatywie. W najbliższej przyszłości będziemy próbować organizować prelekcje w pozostałych częściach naszej archidiecezji poznańskiej, więc jeśli czyta to ktoś z miejscowości, gdzie jeszcze takiego spotkania nie było, a widzi, że warto to zrobić, to zapraszamy do kontaktu przez nasza stronę internetową www.twojedzieckowielkasprawa.pl. A jeśli ktoś z innych okolic chciałby coś podobnego zrobić, to w miarę możności podzielimy się doświadczeniami. 

Dziękuję za rozmowę. 

fot. www.pixabay.com/Unsplash