Polska stoi Matkami Polkami, bo to właśnie one wychowują kolejne pokolenia adwokatów, lekarzy, profesorów i mechaników. Z Kasią, pomysłodawczynią i założycielką portalu Kapcie na obcasach, rozmawia Magda Guziak-Nowak.

Co mają wspólnego kapcie i obcasy?

– Wydawać by się mogło, że zupełnie nic. Trudno przecież wyobrazić sobie miękkie kapciuchy na ostrej szpilce. A jednak można to połączyć. Obserwując to, co się dzieje w polskich mediach, doszliśmy do wniosku, że kobiety – mamy, którym właśnie przypisano medialnie miękkie kapcie, do których adresowana jest kolorowa prasa, zostają niejako odcięte od informacji polityczno-społecznych. Traktuje się je jako te, które zadowoli gazetka z przepisami na ciasto, krzyżówkami, reklamą odplamiaczy i nic nieznaczącymi plotkami o celebrytach. A typowo polityczna prasa jest adresowana wyłącznie do mężczyzn i tzw. kobiet sukcesu. My staramy się nie rozgraniczać i nie dzielić kobiet na „domowe” i „zawodowe”. Kobiety, jak wszyscy odbiorcy, chcą wiedzieć więcej.

Dlatego na Waszej stronie proponujecie im „obcasy”?

– Tak. Między przepisami na ziołowy syrop i zabawnymi historiami z życia, są teksty oscylujące wokół polityki prorodzinnej, sytuacji w kraju, staramy się interpretować ustawy przez pryzmat rodziny i zachęcać do czynnego udziału w akcjach prorodzinnych. Tym bardziej, że media sponsorowane nie zawsze chętnie informują o takich akcjach. Często też nie publikują materiałów, które w jakiś sposób zagrażają pozycji rodziny w Polsce.

A więc jednym słowem…

– Jednym słowem Kapcie na obcasach, to strona dla rodziców i sympatyków rodziny, starająca się połączyć przyjemne z ważnym i pożytecznym. Strona jest bardzo młoda, wciąż się rozbudowuje, wciąż dochodzą nowi czytelnicy, czekamy też na nowych autorów, a co najważniejsze – nie jest przez nikogo sponsorowana, co daje nam możliwość chłodnego postrzegania sytuacji i subiektywnego komentowania rzeczywistości w Polsce. 

Kim jest czytelnik Kapci na obcasach? Czy to tylko mamy?

– Mamy nadzieję, że czytelnik jest tak różny, jak różne tematy poruszamy na stronie. Piszemy o sprawach przyjemnych, publikujemy zabawne historie życiem pisane, ale dotykamy też kontrowersyjnych problemów społecznych. Wśród stałej rzeszy czytelników są rodzice, którzy chcą wiedzieć, co się dzieje w systemie edukacji, co im szykują politycy. Są też młodzi ludzie, ale i dziadkowie, których sprowadza do nas troska o wnuki. Cieszy nas każdy przejaw zainteresowania i każdy czytelnik, bo to utwierdza nas w przekonaniu, że nasza pisanina ma sens i inicjatywa nabiera rozpędu. 

Bronicie tradycyjnego modelu rodziny. Kim jesteście prywatnie? 

Autorów, póki co, jest kilku. Ja, Kasia, jestem pomysłodawcą i założycielką Kapci na obcasach, z wykształcenia ekonomistką, z zamiłowania felietonistką, a prywatnie podwójną mamą. Przez pewien czas publikowałam w różnych prawicowych tytułach, a im głębiej wchodziłam w środowisko mediów, tym więcej myślałam o własnej, niezależnej stronie. Z czasem do grona autorów dołączyła Daga, od 27 lat żona jednego męża i mama ośmiorga dzieci. Daga po urodzeniu trzeciego syna przerwała studia na polonistyce UG, pracę lektora języka angielskiego i zajęła się domem. Za to po urodzeniu ostatniego dziecka z powodzeniem wróciła na studia – kierunek pedagogika – głównie po to, by przygotować się do prowadzenia edukacji domowej swojego niedowidzącego synka Franka. Jej pasją są konkursy, których zresztą wygrała ponad 200. Wśród autorów jest też Justyna, która zwykła twierdzić, że jest przedstawicielką rodziny ponadnormatywnej – jest mamą dziesięciorga. Ukończyła Akademię Medyczną na wydziale lekarskim i na tym zakończyła karierę naukową. W dziesiątej ciąży popełniła książkę o perypetiach domowych, która sprzedaje się z dużym powodzeniem. W naszym zespole jest też młoda studentka chemii Marta, która jest pasjonatką naturalnych kosmetyków, najlepiej przyrządzonych własnoręcznie. To ona podpowiada czytelnikom, jak czytać etykiety i jak z dobrym rezultatem stosować kosmetyki. Do grona autorów należy też pedagog z 30-letnim stażem pracy z małymi dziećmi. To Irena opisuje stan polskiej edukacji. Jest też autorką innowacyjnej metody nauki przez zabawę dydaktyczną i stosownej instruktażowej książki. Listę zamyka Henryk, emeryt, który trzyma rękę na pulsie i alarmuje zespół o wszelkich akcjach społecznych, w których należy wziąć udział.

Uff. Zacne grono. Na Waszej stronie są maile i telefony do wszystkich posłów. Po co?

– Po to, by z nich korzystać. Posłowie są po to, by korzystać z ich pomocy. Oni powinni reprezentować nasze interesy, więc trzymamy tę listę, by im od czasu do czasu o tym korespondencyjnie przypominać. Poza tym maile wykorzystywaliśmy, biorąc parokrotnie udział w kilku ważnych inicjatywach społecznych. Sami również kilka takich akcji inicjowaliśmy. Pisaliśmy do posłów w sprawie obowiązku edukacyjnego dla sześciolatków. Wspólnie z czytelnikami robiliśmy akcję przeciwko ratyfikacji konwencji przemocowej, której zapisy uderzają w instytucję rodziny oraz wystosowaliśmy petycję do Ministra Edukacji, w której jako rodzice sprzeciwialiśmy się obowiązkowym zajęciom z zakresu edukacji seksualnej.

„Polskie mamy nie mają dobrego PR-u” – diagnozujecie. „Większość osób, które zapytacie, jak wyobrażają sobie typową Matkę Polkę, odpowie wam: gruba, zaniedbana, zapracowana, zaganiana, raczej mało inteligentna , zajęta głównie domem i poświęcaniem się dzieciom.” Kto kreuje taki wizerunek?

– Tu wracamy właściwie do idei strony. Wizerunek Matki Polski kreują media, głównie lewicowe, które są niechętne typowej mamie, rezygnującej z pracy zawodowej na rzecz rodziny, dzieci. Trwa nagonka na „kury domowe”, zwłaszcza wielodzietne, ale nie tylko. Obserwujemy, jak walka z kobietą, która chce podtrzymywać ognisko domowe, staje się wręcz poprawnością polityczną. Polega ona na wpojeniu młodym kobietom przeświadczenia, że w domu się zmarnują, że niczego w życiu nie osiągną, że „siedzieć w domu” to potwierdzić swój brak inteligencji. W konsekwencji tych działań znajdujemy masę publikacji o grubych, nieszczęśliwych babach, które niegdyś zdecydowały o pozostaniu w domu, a dziś straszą własnym zaniedbaniem, rozgoryczeniem i apatią. Która młoda dziewczyna chce tak przeżyć życie? Media znajdują też natychmiast rozwiązanie tego „problemu” – żłobki, przedszkola, które umożliwiają młodej mamie robienie kariery. Chcemy zadać kłam takiej wizji Matki Polki. Często pokazujemy w tekstach, szczególnie tych „pamiętnikowych”, że Matki Polski to piękne i mądre kobiety. A „być w domu” to nie wyrok dożywocia w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Rezygnując z kariery, też można się spełniać. A można wychowywać dzieci, nie rezygnując z kariery. Natomiast nie należy wierzyć w medialny wizerunek i rezygnować z rodziny. Poza tym Polska stoi Matkami Polkami, bo to właśnie one wychowują kolejne pokolenia adwokatów, lekarzy, profesorów i mechaników. 

Czy połączenie rozwoju zawodowego z byciem dobrą żoną i mamą jest możliwe? Jak to zrobić?

– Wszystko jest możliwe. Jest mnóstwo kobiet łączących bycie żoną, mamą i pracownikiem. Każdy wybór ma jednak swoje konsekwencje. Powrót do pracy „mamy domowej” niesie ze sobą trudności psychologiczne i logistyczne. Szczególnie, gdy maluch nie jest jeszcze gotowy na rozstanie z mamą. Pozostanie w domu ma często konsekwencje ekonomiczne. Jak to połączyć, by wszystko zadziałało? Wydaje się, że najlepszym sposobem jest partnerstwo i kompatybilność rodziców. Jeśli mają wspólny cel – stworzenie prawdziwej, dobrze funkcjonującej rodziny – to inne rzeczy, te naokoło, wystarczy tak poukładać, by oboje mieli szansę na rozwój zawodowy i wspólnie spełnili się jako rodzice i małżonkowie. Każdy człowiek, każda kobieta musi wybrać swoją drogę. I nikt jej nie obieca, że będąc w domu, nie będzie żałować, że nie postawiła na karierę, a robiąc karierę, że nie postawiła na dom. Przyjdą chwile zwątpienia, frustracja i zniechęcenie. I wtedy również sprawdzi się mądry, życiowy partner, który przypomni jej, dlaczego tę drogę wybrała. 

Dziękuję za rozmowę.

fot. www.pixabay.com/alluregraphicdesign