Z dr hab. Krzysztofem Wojcieszkiem rozmawia Jolanta Tęcza-Ćwierz.
W swojej najnowszej książce pisze Pan Profesor, że „metafora dżungli jest najlepszym symbolem środowiska naszego współczesnego życia”. Co to znaczy?
Żyjemy w swoistej „dżungli życia”, którą sami zbudowaliśmy. Często mówimy o „miejskiej dżungli”, o „prawie dżungli”, które narzuca rywalizację. Nasza współczesność pod wieloma względami przypomina tajemniczy świat tropikalnego lasu. Jest groźnym miejscem, zwłaszcza z punktu widzenia naszych dzieci, i warto zdać sobie z tego sprawę.
Dżungla oznacza obfitość możliwości, obfitość życia biologicznego, ale także obfitość zagrożeń. Młodzi ludzie są zasypywani ofertą tego, co mogą robić, wiadomościami, do których mają dostęp, aktywnościami, które mogą podejmować. Jednocześnie w tej obfitości czyha bardzo wiele pułapek, które zastawia na nich życie. Las równikowy ma podobną strukturę: ogromna liczba gatunków i niezwykła dynamika, która sprawia, że człowiek poruszający się w takim środowisku, pomimo jego obfitości, jest narażony na różne choroby, ukąszenia, utratę zdrowia czy śmierć. Tubylcy w dżungli świetnie sobie radzą, choć też nie bez trudności, bo to środowisko ich w jakiś sposób ogranicza. Turysta jest tam jednak w wielkich opałach.
Ta metafora bardzo dobrze funkcjonuje podczas w różnego rodzaju spotkań z rodzicami, które prowadzę.

Alkoholizm nazywany jest często chorobą XXI wieku. Nie znamy dokładnej liczby osób cierpiących na tę chorobę, być może dlatego, że większość ludzi wstydzi się przyznać do problemu. Jak to wygląda wśród młodzieży?
Alkoholizm oznacza jednostkę chorobową, zespół uzależnienia od alkoholu. Lepiej jest używać tego ostatniego, precyzyjnego określenia. To bardzo specyficzne zaburzenie, które dotyka raczej osoby dorosłe. Demonizujemy alkoholizm. Upatrujemy w nim główny skutek nadużywania alkoholu. To nie jest prawda. W epidemiologii funkcjonuje tzw. paradoks prewencyjny, który głosi, że suma szkód doznawanych przez społeczeństwo z tytułu picia alkoholu przez osoby nieuzależnione jest wyraźnie większa niż suma szkód doznawanych przez społeczeństwo z powodu picia alkoholu przez osoby uzależnione. Istota problemu sytuuje się poza alkoholizmem. W naszych stereotypach alkoholizm pokutuje jako główny problem. A przecież młodzi ludzie z powodu używania alkoholu giną w wypadkach, chorują, doznają agresji, tracą szanse rozwojowe. To wszystko jest bardzo odległe od uzależnienia. Staramy się chronić młodych ludzi tylko przed uzależnieniem, przed alkoholizmem, a nie dostrzegamy, że istotne rzeczy się dzieją tuż obok – to podstawowy błąd, jaki popełniamy. Większość pijącej młodzieży nie uzależni się, ale dozna wielu szkód rozwojowych w wyniku kontaktu z alkoholem. Ważne jest więc uświadomienie, że problemy alkoholowe młodzieży nie sprowadzają się tylko do alkoholizmu. Oczywiście, jeśli kontakt z alkoholem zaczyna się wcześnie, to zwiększa się prawdopodobieństwo uzależnienia. Z całą pewnością wiemy też, że używanie alkoholu otwiera drogę innym używkom, np. narkotykom, dopalaczom oraz innym zachowaniom ryzykownym.

Jakie informacje otrzymane podczas spotkań profilaktycznych są dla rodziców szczególnie zaskakujące? Czego nie wiedzą o wpływie alkoholu na dzieci?
Najważniejsze dla rodziców jest odkrycie ich niezwykłej roli w działaniach profilaktycznych. Współczesny rodzic często kapituluje, nie dostrzega możliwości, które tkwią w nim samym. Tymczasem specjaliści mówią, że bez rodziców nie da się zrobić profilaktyki, najbardziej efektywne przedsięwzięcia profilaktyczne zakładają obecność i współdziałanie rodziców. Wszystkie programy profilaktyczne wymagają ich współpracy. Drugi obszar, który również jest dla rodziców zaskoczeniem, to nieoczekiwane prawidłowości w tej dziedzinie. Na przykład rodzice boją się narkotyków, a nie boją się alkoholu. Dochodzą do wniosku, że sami inicjowali wcześnie, nic się nie stało, więc podobnie będzie z dziećmi. To nie jest taki prosty schemat. Trzecia sprawa to uświadomienie sobie, w jakim świecie żyjemy. Chodzi tu o wszystkie wpływy, jakim podlegamy: marketingowe, medialne, kulturowe, które niszczą młodych ludzi, a są tolerowane przez dorosłe społeczeństwo i jakby niedostrzegane. Czwarta rzecz, którą rodzice są zaskoczeni, to pozytywna atmosfera profilaktycznych rozmów, odejście od schematu grozy i straszenia. Nie odżegnuję się od rzetelnych informacji o zagrożeniach, gdyż rodzice mają do nich prawo, ale klimat prowadzonych przeze mnie spotkań jest konstruktywny. A to zachęca rodziców do otwartości i działania, tym bardziej, że we współczesnej kulturze są oni niedoceniani i niewspierani.

Jakie czynniki chroniące pozwolą przetrwać młodym ludziom w „dżungli życia”, wśród ryzykownych zachowań?

Czynnik rodzicielski rozpada się na wiele różnych zagadnień, np. dotyczy kwestii tego, jak rodzic wspiera dziecko, jak kontroluje różne formy jego życia. To rozległy obszar. Pozostałe czynniki są dość różnorodne. Można jednak wskazać obszary szczególnie ważne. Pierwszym jest sukces szkolny i umiejętność zajęcia się własnym rozwojem. To czynnik nadziei. Jeżeli dziecko ma nadzieję, nikt w nim jej nie zniszczył, to już jest paliwo dla lepszej ochrony. Młody człowiek ma wówczas chęć zająć się własnym życiem i inwestować w siebie. Kolejny czynnik to praktyki życia religijnego. Nie chodzi tu wyłącznie o rozwój duchowości jako takiej, ale o przebywanie we wspólnocie, która np. się modli. Kontakt z duchowością zakorzenioną w codzienności chroni niezwykle. Dalszy czynnik, to wpływ środowiska szerszego niż rodzina. To np. lokalna społeczność, która ma swój system wartości, swoje zwyczaje i nieformalne prawa. Następny bardzo ważny, zwłaszcza dla dojrzewających młodych ludzi czynnik, to grupa rówieśnicza. Chodzi o to, by młody człowiek miał wsparcie rówieśników, którzy nie podejmują zachowań ryzykownych. Nie jest łatwo o taką grupę. Jak pokazują badania, prawie co drugi nastolatek w Warszawie (Mokotów), w ciągu roku uczestniczy w spotkaniu towarzyskim z osobami ze swojego środowiska, na którym są dostępne narkotyki. Nie oznacza to oczywiście, że od razu skorzysta z okazji, zazwyczaj, na szczęście – odmawia. Ogromna jest rola wszelkich grup, środowisk młodzieżowych, które promują pozytywny styl życia, takich jak harcerstwo, oazy, koła zainteresowań itp. Kolejny obszar to pewne umiejętności psychospołeczne, np. asertywność, umiejętność organizowania sobie życia i czasu oraz tzw. spójność, czyli poczucie, że życie jest sensowne i wartościowe. Są też odkrywane nowe czynniki, ich lista się poszerza i jest coraz dokładniejsza.

Czy można powiedzieć, że przedmiot „wychowanie do życia w rodzinie” oraz dostępne pomoce (podręczniki, filmy, scenariusze) także należą do grupy czynników chroniących?
Zdecydowanie tak. Prof. Janusz Surzykiewicz zalicza odpowiedzialną edukację w dziedzinie płciowości do czynników, które zmniejszają częstotliwość przemocy rówieśniczej w szkołach. Z kolei dr Szymon Grzelak wykazał, że jeśli potrafimy ograniczyć tendencję do ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży, to automatycznie ograniczamy też jej skłonność do przyjmowania substancji psychoaktywnych. To jest bardzo ważny obszar edukacyjny. Jeśli udaje się nam pracować konstruktywnie w tej niezwykle delikatnej dziedzinie, to osiągamy efekt ochronny wpływający na całe życie młodych ludzi. Jestem zwolennikiem takiej pracy i nie uważam, żeby słuszne było jej lekceważenie, co niekiedy zdarza się w warunkach szkolnych. Przedmiot „wychowanie do życia w rodzinie” jest bardzo dobrą propozycją. Potwierdzają to również wyniki badań ewaluacyjnych tych zajęć, np. w zrealizowanych przez Instytut Badań Edukacyjnych (2015 rok) uczniowie stwierdzają, że informacje przekazywane na lekcjach WdŻ są dla nich przydatne. To zdecydowanie działanie na rzecz ochrony ludzi młodych, działanie profilaktyczne.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Andrzej Wojcieszek
Nasze dzieci w "dżungli życia".




Więcej o książce>