Integralna wizja człowieka, cechująca się tym, że jest wolna od „błędu antropologicznego”, w odniesieniu do sfery seksualności każe ją rozpatrywać pod kątem biologiczno-fizjologicznym, psychiczno-uczuciowym, społeczno-kulturowym, moralno-religijnym, czy nawet magiczno-obyczajowym. Wszystkie te odniesienia odnajdujemy – aczkolwiek z różną rangą i kładzionym akcentem – w poszczególnych kulturach na przestrzeni dziejów.
W kręgu kultury europejskiej, zbudowanej na chrześcijańskiej wizji człowieka i społeczeństwa, znaczącą rangę nadano odniesieniu moralno-religijnemu i społeczno-moralnemu. Tu sfera seksualności została ujęta w precyzyjnie określone ramy i poddana rygorom ze względu na:
- funkcję prokreacyjną – powoływanie do życia nowej istoty ludzkiej i gwarantowanie społeczeństwu jego ciągłości i rozwoju we wszystkich jego aspektach;
- związanie jej z małżeństwem – rozumianym jako dozgonny związek kobiety i mężczyzny obdarowujących siebie pełnią swego człowieczeństwa, oddających się wyłącznie sobie w swej seksualności, otwartej na dawanie życia jako konsekwencja miłości, życia, za którego rozwój i wychowanie wzajemnie podejmują odpowiedzialność. Związek ów stanowi drogę ich wspólnego zmierzania do zbawienia i uświęcenia.
Warto podkreślić, że panowanie nad popędami, wyrabianie zdolności rezygnacji, wyrzeczenia, ponoszenia ofiary na rzecz wybranej, ukochanej osoby, uczciwość i wierność wobec ukochanej osoby to niekwestionowane czynniki prawidłowego rozwoju i wychowania. Są to przede wszystkim czynniki rozwoju moralnego i religijnego, wymagającego ofiary z siebie.
Wielowiekowe doświadczenie w tym zakresie nie podlega dyskusji – różne systemy i prądy wychowawcze mniej czy bardziej wyraźnie nawiązywały na przestrzeni wieków do poszczególnych wymienionych tu czynników, traktując je jako warunek prawidłowego rozwoju osobowego.
Podważenie funkcjonującego w kulturze chrześcijańsko-europejskiej, a osadzonego we wspomnianych założeniach modelu wychowania rozpoczyna się od okresu Oświecenia i Rewolucji Francuskiej.
Pogłębia go pojawienie się ideologii feministycznej i ruchów emancypacyjnych kobiet, poznanie możliwości przeciwdziałania poczęciu, a swe apogeum osiąga w drugiej połowie XX wieku w postaci tzw. rewolucji seksualnej. Jej istotą jest oddzielenie sfery seksualności od małżeństwa, oddzielenie funkcji seksualnej małżeństwa od prokreacji, podważenie prawno-formalnego wymiaru małżeństwa jako podstawy rodziny, i na koniec – podważenie naturalnego charakteru związku małżeńskiego.
Sfera zachowań seksualnych została na szeroką skalę wyłączona z wartościowania moralnego (w protestantyzmie także religijnego) i potraktowana głównie w kategoriach fizjologiczno-uczuciowych potrzeb człowieka. Co więcej, podporządkowano ją odpowiedniej filozofii miłości, nakazującej traktowanie miłości jako istoty i motoru życia i rozwoju człowieka, jako istoty i sensu życia małżeńskiego. W filozofii tej wybija się na naczelne miejsce cielesny wymiar kochania i dawania siebie – stanowi ono „ciąg dalszy” korzystania z wszelkich dostępnych dóbr materialnych, do których zostaje zaliczone także ludzkie ciało, które powinno być w sposób nieograniczony dostępne.
Nieograniczony dostęp „dobra ciała” jest możliwy dzięki poznaniu i korzystaniu z szerokiego wachlarza środków antykoncepcyjnych.
Oczywiste są praktyki i konsekwencje tej filozofii: zatrata duchowego wymiaru współżycia seksualnego (jako czynnika kształtującego communio personarum), a zwłaszcza oddzielenie funkcji prokreacyjnej ludzkiej seksualności (w tym zwłaszcza małżeństwa) od nastawienia na zaspokajanie   popędu seksualnego. To natomiast w prosty sposób musi prowadzić do odrzucenia niechcianych i nieprzewidzianych konsekwencji korzystania z ciała jako dobra pozbawionego wymiaru duchowego. Jan Paweł II określił to mianem „cywilizacji śmierci”.
Co więcej, podobnie jak w korzystaniu z dóbr materialnych, których atrakcyjność rośnie wraz z urozmaiceniem, także korzystanie z ciała jako dobra domaga się ustawicznej zmiany partnera, nowości przeżycia, inności doznawania przyjemności. Nie może zatem zaskakiwać fakt upowszechnienia się współżycia seksualnego od najmłodszych lat, powszechności tzw. związków partnerskich, domagania się prawa do „kochania inaczej”. W odniesieniu natomiast do małżeństwa w grę wchodzi jego rozpad na nieznaną w historii skalę, upowszechnienie się praktyki rozwiązania dotychczasowego związku i ukształtowaniem się nowego, bardziej „uszczęśliwiającego” – który rani współmałżonka, przekreśla wspólnie wypracowane dobro, krzywdzi własne dzieci.

Przedstawiony stan rzeczy pogłębiają i utrwalają dwa niebagatelne czynniki:
- tzw. nowoczesne wychowanie seksualne – którego istotę stanowi uczenie nieograniczonego korzystania z dobra ciała i unikanie konsekwencji;
- rozwój środków masowego komunikowania – upowszechniających nastawienie na korzystanie z dóbr, na przyjemność, na „nowe formy samorealizacji”. Jak wskazują liczne naukowe analizy, zarówno w „nowoczesnym wychowaniu seksualnym”, jak też w ogromnej większości treści komunikowania masowego związanego z ludzką płciowością nie ma miejsca na akcentowanie czegokolwiek innego niż jej cielesny wymiar. Brak tu nastawienia na uczenie opanowania, wyrzeczenia i rezygnacji, nauczenie odpowiedzialnego kierowania płodnością, akcentowanie wartości czystości przedmałżeńskiej i wierności małżeńskiej.
 
Cały ten mechanizm jest skierowany na:
- podważenie i obalenie chrześcijańskiej wizji ludzkiej płciowości,
- podważenie chrześcijańskiego modelu małżeństwa i rodziny przez pozbawienie ich nadprzyrodzonego wymiaru i podporządkowanie  moralności stanowionej przez człowieka, moralności zmiennej w zależności od potrzeb i upodobań, niezależnej od wymogów prawa naturalnego i Bożego.
Naszym celem winno być przywołanie podstawowych prawd o ludzkiej seksualności i czynnikach wyznaczających jej prawidłowe kształtowanie jako element integralnego wychowania człowieka. 
 
Sytuacja w Polsce
W Polsce przygotowanie młodych pokoleń do życia w rodzinie i rozumienia powołania rodzicielskiego wraz z jego konsekwencjami było przez liczne lata powojenne niemal wyłączną troską Kościoła. Realizowany w ramach obowiązkowej katechizacji przedmałżeńskiej program nie znajdował wsparcia w programach szkolnych, ani – tym bardziej – w treściach masowej kultury; nie są one do dnia dzisiejszego osadzone w jednolitym, nawiązującym do tradycji kultury narodowej systemie wartości. Najczęściej są wzorowane na przykładach zachodnich, nie dostosowanych do polskich warunków kulturowych i realnych potrzeb społeczeństwa. Ze względu na oczekiwania decydentów Unii Europejskiej ów proces „równania w dół” staje się coraz bardziej wyrazisty. Kontrowersyjna w tym zakresie rola mediów elektronicznych nie podlega dyskusji.
Na rodzinę skierowały swe ostrze liczne czasopisma młodzieżowe i kobiece – tzw. prasa serca. Na polskim rynku wydawniczym ukazuje się ponad 60 tytułów prasy kobiecej o nakładzie jednorazowym sięgającym miliona egzemplarzy – mającej w zamierzeniu wydawców charakter prasy „rodzinnej”. Ogromna większość tytułów ma niepolski rodowód. Badania analizy treści wykazują jednoznacznie, że małżeństwo i rodzina są tu opisywane w kontekście patologii, kryzysu i konfliktów – prowadzących do rozpadu związku. Propagowane style życia są w zasadzie niezgodne z uznawaną tradycyjnie przez Polaków, pielęgnowaną przez wieki hierarchią wartości. Wzory pozytywne miłości i wierności, trwałego małżeństwa  i niezbędnego w codziennym życiu małżeńsko-rodzinnym wyrzeczenia w zasadzie nie znajdują w tych tekstach czy programach należnego miejsca.
Podobne treści kierowane są do młodego czytelnika w masowych pismach młodzieżowych, nastawionych w zasadniczej części na życie gwiazd pop, poradnictwo w sprawach intymnych, „nowoczesną” edukację seksualną.
W świetle powyższego szczególna rola przypada szkolnemu wychowaniu prorodzinnemu, które w podjętej przez polską szkołę idei wychowania prorodzinnego nie jest jednak prowadzone jednolicie i konsekwentnie. Od samego początku konstruowania założeń tego przedmiotu i wypełniania go treściami ścierają się ze sobą mniej lub bardziej krańcowe stanowiska, wyrastające na światopoglądowej opcji.
Wiele zastrzeżeń spowodowała ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. „O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży” i w konsekwencji wprowadzenie do szkół przedmiotu „Wychowanie do Życia w Rodzinie”.
Należy podkreślić uznanie przez rozporządzenia MEN zasady integralnego traktowania procesu wychowania prorodzinnego. Obejmuje ono wiedzę z kilku dyscyplin, a nie przede wszystkim, czy wyłącznie z biologii i seksuologii. Resort edukacji – uznając, że rodzina jest pierwszym i najważniejszym wychowawcą – zobowiązała szkołę do respektowania oczekiwań rodziców w tej sferze wychowania moralnego. Nieobojętne dla procesu realizacji tego programu są negatywne, wręcz zdecydowanie krytyczne reakcje środowisk liberalnych i feministycznych, wspieranych przez część mediów masowych. Cały program często jest kwestionowany, i to – co znamienne – nie na podstawie argumentów merytorycznych lecz opcji światopoglądowych. Jednocześnie ujawniły się programy alternatywne (np. PONTON - Grupa Edukatorów Seksualnych przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny) w swej treści i formach, zdecydowanie przeciwne chrześcijańskiej wizji ludzkiej płciowości , będące w zasadzie instruktażem technik współżycia seksualnego. Są one pozbawione związku z pełną wiedzą o ludzkiej płciowości i moralnej odpowiedzialności za tę sferę życia.
Już dziś nikt z odpowiedzialnych uczonych ani polityków nie kwestionuje konieczności wieloaspektowego traktowania fenomenu małżeństwa i rodziny. We współczesnym rozwiniętym społeczeństwie nauka o rodzinie obejmuje wiedzę z zakresu antropologii filozoficznej, biologii, medycyny, psychologii, socjologii, prawa, ekonomii, etyki, pedagogiki. Czy nie warto skorzystać z doświadczeń krajów, w których zrodziła się ideologia „nowoczesnego wychowania seksualnego”,  przyczyniając się do degradacji młodego pokolenia? Warto spytać o ich rolę w podważeniu samej instytucji małżeństwa wypieranej przez związki kohabitacyjne, w utorowaniu drogi dla przeciwnych naturze ludzkiej i związkom homoseksualnym wraz z ich roszczeniami do adoptowania, to znaczy deformowania – jeśli nie deprawowania – dzieci; warto spytać o odpowiedzialność tej ideologii za zakres upowszechniania się praktyki inicjacji seksualnej nieletnich; liczbę ciąż nieletnich kobiet i aborcje, a wreszcie za stopę urodzeń, która w krajach realizujących praktycznie ideologię „nowoczesnego wychowania seksualnego” dawno już spadła do poziomu poniżej zastępowalności pokoleń, czego niestety – doświadcza od lat także Polska.
W swej „Etyce nikomachejskiej” Arystoteles nazywa rodzinę soczewką, w której odzwierciedla się całe społeczeństwo, to znaczy wszystkie aspekty jego życia – ciągłość biologiczna, sfera gospodarcza, stan moralności i charakter ładu społecznego. Rodzina jest własnością całego narodu i nie może być traktowana jako karta przetargowa zideologizowanych grup sprawujących władzę lub do władzy dążących nawet za cenę jej zniszczenia!
 
Franciszek Adamski – emerytowany profesor zwyczajny socjologii w Uniwersytecie Jagiellońskim, autor licznych projektów badawczych i publikacji dotyczących małżeństwa i rodziny.