Środowiska liberalne usiłują ukryć zasadniczą różnicę, jaka zachodzi pomiędzy faktycznym wychowaniem do odpowiedzialnych postaw w sferze seksualnej a „wychowaniem” pozornym, które w praktyce staje się instruktażem antykoncepcyjnym i prymitywną formą reklamy środków antykoncepcyjnych.
Permisywna edukacja seksualna oparta jest na naiwnym – albo cynicznym! – założeniu, że sama wiedza wystarczy, by wychowanek w rozsądny sposób kierował sferą seksualną, i w odpowiedzialny sposób odnosił się do samego siebie oraz do osób drugiej płci. Takie założenie jest podobnym mitem jak przekonanie, że wiedza z zakresu dietetyki gwarantuje, iż ktoś będzie się zdrowo odżywiał.
Dla środowisk liberalnych „wiedza” o seksualności to w rzeczywistości tworzenie fikcyjnego obrazu seksu jako łatwej rozrywki, bez konsekwencji i bez odpowiedzialności. W rzeczywistości jest to zachęta do aktywności seksualnej i do demoralizacji. To także nieoficjalna promocja antykoncepcji i aborcji. To wreszcie sposób na podtrzymywanie mitów o tym, że antykoncepcja w postaci zbędnych hormonów nie jest szkodliwa, czy że prezerwatywa daje „bezpieczny” seks. „Edukatorzy” seksualni skrzętnie usiłują ukryć fakt, że prezerwatywa nie chroni nawet przed skutkami fizycznymi nieodpowiedzialnego współżycia, a już zupełnie nie chroni przed skutkami psychicznymi, moralnymi czy duchowymi, takimi jak poczucie żalu do samego siebie czy do drugiej osoby, poczucie winy i grzechu, zerwane więzi z Bogiem i z bliskimi. „Edukatorzy” seksualni ukrywają ponadto fakt, że prezerwatywa zupełnie nie chroni przed uzależnieniami ani przed przestępstwami. Gwałt czy współżycie z osobą poniżej piętnastego roku życia pozostaje przestępstwem także wtedy, gdy została użyta prezerwatywa.
Permisywna edukacja seksualna to działanie na zamówienie politycznych i finansowych zleceniodawców, którzy pozostają ukryci. „Edukatorzy” mają wiele tematów tabu. Zazwyczaj nie wspominają o tym, że płodność pary ludzkiej to tylko kilka dni w cyklu i że w związku z tym odpowiedzialne rodzicielstwo w ogóle nie musi wiązać się z antykoncepcją. „Edukatorzy” seksualni ukrywają przed wychowankami wiedzę o tym, że w zakresie zachowań seksualnych istnieje jeden stuprocentowo pewny sposób ochrony przed chorobami wenerycznymi i przed niechcianą ciążą, czyli wstrzemięźliwość przedmałżeńska i wzajemna miłość małżeńska. Najbardziej skrzętnie „edukatorzy” ukrywają fakt, że w Anglii, w której od kilku już dziesięcioleci stosuje się permisywną edukację seksualną, jest najwięcej w Europie nastolatków zarażonych chorobami wenerycznymi. Największy jest też tam odsetek dziewcząt, które zachodzą w ciążę poniżej piętnastego roku życia.
Permisywna edukacja seksualna to zachęcanie dzieci i młodzieży do chorej filozofii życia, w której przyjemność staje się ważniejsza od osoby i jej godności. Prowadzi to do wulgaryzacji więzi, a także do dramatów życiowych, gdyż w żadnej dziedzinie krzywdy nie są aż tak bolesne i aż tak trwałe, jak właśnie w sferze seksualnej.
 
ks. dr Marek Dziewiecki – adiunkt Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego,
psycholog i duszpasterz, autor publikacji z zakresu psychologii wychowania i pedagogiki

Fot. www.pixabay.com/geralt